Zgłoś się do wywiadu

Trener BiznesuSzamański e-PR

Szamański e-PR


Dodano 4 sierpień 2009

Autor:

Portret użytkownika Redakcja Trenera BIZNESU
Redakcja Trenera BIZNESU

Marta Chalimoniuk-Nowak: Jak oceniasz rynek szkoleniowy w Polsce - szczególnie w Twojej dziedzinie e-PR? Wciąż bardzo popularnego... czy można mówić o modzie na tematy public relations w sieci i czy na tej popularności nie widzisz wielu samozwańczych specjalistów, bazujących jedynie na efekciarskiej literaturze amerykańskiej w stylu „hipnozy klienta PR w sieci"?

Jerzy P. Szyfter: Rynek szkoleniowy, tak w dziedzinie e-PR jak i w innych, sprowadza się do zbudowania oferty atrakcyjnej dla upatrzonego segmentu, a następnie skutecznej sprzedaży. Jeżeli gotowi bylibyśmy zaakceptować tezę, że każda w zasadzie sprzedaż odwołuje się do technik manipulatorskich, które uogólniająco nazwaliśmy „szamaństwem" - nie zdziwi nas, że zjawisko to nie ominęło także szkoleń e-PR.  Z drugiej strony, byłoby intelektualną nieuczciwością nie przyznać, że szkolenia z tego zakresu (jak i inne bratnie,  z literką „e-"), zagospodarowując ziemie niczyje na pograniczu internetu i informatyki w szczególnym stopniu narażone są na pokusę włączenia się w szamańskie pląsy - na tych obszarach zasoby wiedzy klientów i możliwości merytorycznej kontroli wykładowców są szczególnie niskie.

M.Ch.N.: Jak zatem postrzegasz poziom szkoleń - i czy prowadzący są sprawdzonymi na rynku praktykami czy raczej na ogół tylko teoretykami? Gotowe rozwiązania

J.P.S.: W oferowanych na naszym rynku szkoleniach z e-PR wyodrębniłbym dwa główne nurty. Przedstawiciele pierwszego z nich, przyjmujący za pewnik, że w ciągu kilku czy kilkunastu godzin szkolenia i tak cudów się nie zdziała, koncentruje się na przekazaniu ściśle użytkowej wiedzy w zakresie posługiwania się narzędziami internetowymi przy realizowaniu zadań przypisywanych zazwyczaj specjaliście od public relations.  Drugi nurt, który osobiście jest mi bliższy, kładzie mniejszy nacisk na konkretne zalecenia  (wychodząc z założenia, że dynamika rozwoju Internetu i tak rychło sprawi, że staną się nieaktualne), stawia sobie natomiast za cel zobrazowanie jak Internet i nadbudowana na nim sieciowa e-cywilizacja gruntownie zmieniły możliwości  kształtowania wizerunku firmy, nadając im jakby nowy, „trzeci" wymiar.  Bez zrozumienia istoty tego zjawiska i związanych z nim kapitalnych dla Public Relations konsekwencji,  nie ma mowy o wykorzystaniu tkwiących w Internecie szans i uniknięcia równie licznych zagrożeń.

M.Ch.N.: Uważasz, ze świadomość e-PR-owska w Polsce wzrosła?

Zapewne tak, aczkolwiek proces ten przebiega zdecydowanie zbyt wolno. Szwankuje umiejętność rozróżnienia między praktycznym korzystaniem z możliwości  Internetu  (jak wiadomo, są one bardzo liczne), a świadomym, przemyślanym, dalekosiężnym budowaniem wizerunku firmy poprzez odpowiednie prezentowanie jej w sieci.

M.Ch.N.: Co jest największym problemem, jaki dostrzegasz fachowym okiem oceniając szereg działań marketingowych on-line?

Problemów jest wiele i trudno się zdecydować na ten jeden najbardziej istotny.  Po namyśle  wskazałbym na dość powszechny brak świadomości bezpośredniego przełożenia, jakie występuje między jakością witryny, a sposobem postrzegania stojącej za nią firmy i jej produktów. Wspomniana tu „jakość" stanowi wypadkową wielu różnych czynników, z których każdy powinien być przedmiotem pogłębionej refleksji już w trakcie projektowania witryny.  Trudno uzyskać optymalny efekt, jeśli korzysta się z gotowych CMS, oferowanych na rynku  po kilkaset złotych.

M.Ch.N.: Czy już doganiamy zachodnie kraje?  

Wciąż jesteśmy lata świetlne za zachodem w zakresie sprawnego posługiwania się językiem angielskim, choć w ostatnich latach nastąpił tu znaczący postęp.  Angielski nie tylko otwiera wrota  do kolosalnych i łatwo dostępnych zasobów wiedzy na wszelkie tematy, ale i możliwość zaistnienia w społeczności międzynarodowej (i na międzynarodowych rynkach) jako pełnoprawny partner.  Na większości znanych mi witryn tak zwana „wersja angielska" to po prostu pusty śmiech. Wizerunek w necie

Nadzwyczaj szybko, co stwierdzam z ubolewaniem, doścignęliśmy zachód w stosowaniu tandetnych technik marketingu mailowego. Na przykład masowe wysyłki ofert na adresy pozyskane z podejrzanych źródeł to super szybki sposób niszczenia wizerunku firmy.  Jako że często odnoszę wrażenie, że ów wizerunek to chyba ostatnia rzecz, jaka interesuje sprzedawców, widzę tu ogromne pole do popisu dla dobrze przygotowanych do swego zawodu e-piarowców.

M.Ch.N.: Jakie trendy w necie rokują najlepiej?

Sieć to w coraz większym stopniu wyszukiwarki  - wielu z nas od nich zaczyna każdy kontakt z netem.  Widoczność w nich, choć zawsze ważna, teraz staje się kluczowa, stając się przedmiotem twardej, często brutalnej przepychanki.  Specjalista e-PR będzie więc przekonywał zarząd swojej firmy, że aby budować wizerunek firmy poprzez net, witryna musi być widoczna i oglądana.   

Zwracającym uwagę trendem, ściśle skorelowanym z rozwojem szybkiego Internetu,  jest lawinowo narastająca oferta różnorodnych narzędzi  udostępnianych po stronie serwera, a także coraz większa liczba witryn typu mashup, wykorzystujących aplikacje i funkcjonalności oferowane przez inne, niezależne źródła internetowe.  

Rozmawiała: Marta Chalimoniuk - Nowak

Jerzy Przemysław Szyfter - trener e-PR, autor pierwszej na rynku książki zgłębiającej tę tematykę („Public relations w Internecie", One Press), autor wielu witryn multitematycznych i branżowych m.in. gazetaprawna.pl, euromoney.pl i innych, wieloletni redaktor naczelny, dziennikarz.

 

 

Poinformuj znajomego

Dziękujemy za poinformowanie znajomego!
CAPTCHA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.
14 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.